Świadomość
Emocje odgrywają ważną rolę w relacjach międzyludzkich. Mogą pomóc nam zrozumieć siebie nawzajem i budować więź emocjonalną. Jednakże, nieumiejętne radzenie sobie z emocjami może prowadzić do konfliktów i pogorszenia relacji. Ważne jest, aby być ich świadomym i umieć je wyrażać w sposób konstruktywny oraz słuchać innych w podobnym stylu.
Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje w naszym życiu, gdy jesteśmy całkowicie sami. Najczęściej w naszej bliskości znajduje się co najmniej jedna osoba. Zwykle tych osób jest więcej. Niezależnie czy to dom, praca, miejsce na mieście, wszędzie wokół nas znajdują się ludzie. To czas i miejsca, w których również biorą udział nasze emocje. Nasze przyzwyczajenia, przekonania, wartości są zderzane z tym samym u innych. Mamy wpływ na siebie nawzajem. Dlatego jesteśmy uczeni reguł, którymi rządzi się dana społeczność. Są nam one wpajane już od wczesnego dzieciństwa. W zależności od rodziny, środowiska, kultury czy kraju mogą się różnić między sobą.
A rodzina i środowisko, w których dorastaliśmy mają ogromny wpływ na umiejętność radzenia sobie z emocjami. Ludzie uczą się od swoich bliskich, jak wyrażać i kontrolować swoje emocje. Wpływają na to także doświadczenia, jakie zdobywają w swoim otoczeniu, a także kultura i normy społeczne. To z miejsca wychowania wynosimy podstawowe umiejętności kontaktów z innymi. To w nim powstają nasze pierwsze emocje, które pozostaną z nami na zawsze. Bez względu na to czy będziemy ich świadomi czy nie, będą kierować naszymi wyborami w życiu.
Ale im bardziej będziemy świadomi słów/zachowań/działań, tym łatwiej przyjdzie nam praca z tymi, które są dla nas niekorzystne. Jednak, nie czarujmy się, rzadko kiedy jesteśmy tego świadomi. A niekiedy wręcz uciekamy nawet od takiej możliwości.
Można zadać sobie pytania: jaka jest tego przyczyna? Z jakiego powodu mogąc polepszyć swoje życie, uczynić je bardziej satysfakcjonującym, sami pozbawiamy się tej możliwości?
Często jest to strach przed własnymi emocjami. Uczucie lęku, złości czy nawet nienawiści nie jest miłe. Niechęć do tego rodzaju emocji jest zrozumiała. Do tego może dojść poczucie wstydu lub winy, gdy nie potrafimy poradzić sobie z okazaniem naszych emocji. Gdy robimy to w sposób, który krzywdzi nas samych lub ludzi wokół. Jednak, uciekanie od nich sprawia, że nie mamy możliwości pracy nad tym.
Kontakty z innymi ludźmi będą w nas wywoływać niezliczone emocje. Każda/-y z nas jest swoistym wszechświatem. Kontakt między takimi światami może przynieść wiele wspaniałych chwil i wspomnień, jak i smutnych czy nawet przerażających.
Wiedza, że się różnimy jest pierwszą rzeczą, którą należy zaakceptować. Pogodzić się z tym, że na swojej drodze będziemy spotykać ludzi o innych poglądach, wartościach czy przekonaniach. Decyzja czy chcesz spędzać czas w ich towarzystwie czy nie należeć będzie do Ciebie.
Jednak, aby móc dotrzeć do tego punktu będziesz musiał/-a przejść swoją drogę. W dzieciństwie nie masz takiego wyboru. Mieszkasz tam, gdzie rzucił Cię los. Nie możesz sobie wybrać rodziny. A to właśnie wtedy buduje się w Tobie obraz świata. Obraz, który będzie w Twojej głowie podstawą, do której będziesz porównywać wszystko inne. Będzie wiele zdziwienia, śmiechu i być może smutku lub złości. To w czasie dzieciństwa powstaje wiele Twoich emocji. To w trakcie dzieciństwa uczysz się jak na nie reagować. W jaki sposób je wyrażać, przeżywać. Czy o nich mówić, czy raczej tłumić. Czy być ufnym, czy raczej wycofanym i zamkniętym w sobie. I taki wychodzisz do ludzi. I spotykasz na swojej drodze kogoś, kto przeszedł tą samą drogę, ale wyniósł z niej inne lekcje. Masz zakodowany konkretny obraz świata oraz specyficzne dla swojego środowiska umiejętności reagowania na emocje.
I tak ma każda/-y z nas. Przeszliśmy wszyscy tą samą drogę, zakończoną w innym punkcie. Jedni radzą sobą lepiej z emocjami, inni gorzej. A są i tacy, którzy za wszelką cenę chcą je wyeliminować.
Jesteśmy na różnym etapie naszego rozwoju. Część z nas będzie chciała się rozwijać, poznać siebie lepiej, nauczyć się w efektywny i dobroczynny sposób radzić sobie z emocjami. Inna część będzie przyjmować życie jakim jest i „popłynie na fali”. A jeszcze inna być może zacznie nad sobą pracować, ale w międzyczasie się zniechęci i zaprzestanie.
Wielość zachowań ludzkich jest nie do opisania. Widzimy to codziennie i codziennie wielu z nas to neguje. Fakt, często jest tak, że nie radzimy sobie z emocjami, nasze zachowania czy słowa potrafią zranić. Jednak zrównanie wszystkich do jednego poziomu nie jest rozwiązaniem. Zbytnio się różnimy, aby taka radykalna i brutalna metoda mogła się udać. Przez jakiś czas może będzie cisza, ale potem, długo tłumione emocje wybuchną z siłą, której nikt nie będzie potrafił powstrzymać. Ponieważ przymus nie sprawia, że emocje znikają. One na pewien czas schodzą do „podziemia”. A jak już wcześniej wspominałam, potem potrafią wybuchnąć z siłą tysiąca słońc.
Różnice między ludźmi były, są i będą. To one sprawiły, że tak się rozwinęliśmy. I to one sprawią, że dalej będziemy się rozwijać. Jako ludzkość zaszliśmy bardzo daleko. A jeszcze dłuższa droga przed nami. Warto podczas niej pamiętać, że na tej drodze nie jesteśmy sami. Idziemy ramię w ramię z osobami, które mają inną osobowość, doświadczenia i umiejętność radzenia sobie z emocjami.
Niekiedy odrobina cierpliwości i akceptacji tej drugiej osoby sprawia, że zarówno my jak i ona zmieniają swój stosunek do innych oraz do świata. Uśmiech oraz życzliwość są rozwiązaniem wielu zmartwień. I chociaż nie zapłacą rachunków ani nie kupią jedzenia, to sprawią, że trudny czas, który przechodzi niejeden z nas, nabierze choć na chwilę jaśniejszej barwy.
Relacje międzyludzkie są nam narzucone podczas dzieciństwa. Część z nich wybieramy jak znajomych czy przyjaciół. Innych otrzymujemy z przypadku, jak podczas rozpoczęcia pracy. W każdej z tej sytuacji korzystamy z naszych emocji, staramy się dopasować. Potrzeba akceptacji jest w nas bardzo silna, stąd też duży wysiłek, aby uzyskać aprobatę osób, z którymi się stykamy. Jednak i tu drogi do osiągnięcia tej aprobaty bywają różne. Droga osoby pewnej siebie, która akceptuje siebie jaką jest i gromadzi wokół siebie ludzi o podobnej formie psychicznej, jest inna niż droga osoby, która ma niskie poczucie własnej wartości. Ta osoba będzie poszukiwać siebie u innych, gdyż ma zakodowany w sobie świat, w którym własną wartość ocenia się poprzez akceptację innych. I ona będzie się otaczać ludzi o podobnym widzeniu świata.
Braki emocjonalne, które narodziły się w naszym dzieciństwie, zbierają swoje żniwo w naszym dorosłym życiu. Im bardziej będziemy ich świadomi tym szybciej będziemy potrafili zbudować relacje oparte na wzajemnym szacunku i akceptacji tego, kim jesteśmy.
Jeżeli zależy nam na sobie i swoich bliskich, będziemy pracować nad tym, aby doceniać i słuchać własnych emocji, ale również tych osób, które kochamy i na których nam zależy. Wsłuchanie się w siebie oraz innych pozwoli się zbliżyć. Pomoże pokonać przeszkody. Nawet wtedy, gdy różnimy się w wartościach i przekonaniach. Ponieważ opłaca się zastanowić się nad tym, czy są one na tyle istotne, aby uniemożliwić utrzymanie relacji. Warto również poszukać punktów wspólnych i zrozumieć, jakie są motywacje i potrzeby drugiej osoby. Często okazuje się, że nawet jeśli mamy różne wartości i przekonania, to w innych obszarach możemy doskonale się uzupełniać.
W każdej sytuacji ważne jest, aby pamiętać o szacunku dla drugiej osoby i o otwartości na dialog. Tylko wtedy jest szansa na naprawę relacji i zbudowanie trwałego i satysfakcjonującego związku.
A jeżeli jesteś kobietą i chcesz zacząć pracować nad własnymi emocjami, aby uczynić swoje życie bardziej satysfakcjonującym, to już teraz skorzystaj z kursu dla kobiet „Polub się!” (dostępnym na stronie www.polubsie.pl).
Brylant – diament.
Jaka jest między nimi różnica?
Dla wielu osób żadna. Posługujemy się naprzemiennie tymi nazwami. A jednak są to dwie odrębne nazwy, określająca dwa różne przedmioty.
Brylant to diament. Ale żeby mógł powstać zostaje poddany procesowi szlifowania. Obróbka i nadanie kształtu sprawiają, że powstaje kamień, który w oczach wielu jest cenniejszy niż diament, którym przed chwilą był.
A czyż nie jest tak, że często spotykamy taki diament na swojej drodze, potem zaczynamy go poddawać obróbce, otrzymujemy brylant i…nagle już nie jesteśmy zainteresowani? Chcemy zrozumieć tą drugą połowę świata, podczas, gdy sami odbieramy sobie tą szansę. Gdyż zamiast zrozumienia, przeprowadzamy zmiany. Zamiast akceptacji oczekujemy dostosowania.
Ale idźmy krok po kroku.
Zrozumienie kobiety jak i mężczyzny to niekończąca się historia. Jakże często marzy nam się żeby zrozumieć swoją drugą połówkę. I jakże często mówimy sobie, że tego nie da się zrobić, że to po prostu niemożliwe. Zbyt się różnimy, aby móc zrozumieć siebie nawzajem.
Zatem co zrobić, aby lepiej zrozumieć tą drugą połowę świata?
Zacznijmy od uświadomienia sobie, że świat, który oglądam ja jest inny od tego, który widzisz Ty. Oczekiwanie, że oboje będziemy widzieć to samo, jest z góry skazane na niepowodzenie.
Właśnie – oczekiwanie. Bardzo często to ono rządzi relacjami damsko-męskimi. Oczekujemy, że ta druga strona dostosuje się do nas. Oczekujemy, że będzie widzieć świat tak samo jak my.
Pytanie: z jakiego powodu miałaby to zrobić? Z jakiego powodu to Ty nie chcesz się dostosować do tej drugiej strony?
I tutaj odzywa się nasz egoizm. Wielu z nas uważa, że ma rację. W tej czy innej sprawie, ale ma rację. Poza tym, jakże często słowa skierowane w naszą stronę potrafią nas zranić. Jak wiele razy odzywa się w nas oburzenie, gdy ktoś czegoś od nas oczekuje.
A przecież podobne odczucia ma ta druga osoba. Tak samo egoistyczna. Tak samo biorąca siebie pod uwagę. Stawiająca siebie na pierwszym miejscu.
Bo właśnie tak działa egoizm. I znowu wracamy do zagadnienia „drogi pijaka”. Im bardziej odejdziesz od środka tym większa koncentracja na sobie. Ale ironiczne jest to, że im dalej od tego środka odchodzisz krzywdzisz również siebie.
Zbalansowane podejście do siebie i innych to jedyna droga do osiągnięcia satysfakcji w życiu. I to takiej dłuższej, a nie tylko na moment wypowiedzenia słów czy zrobienia jednej rzeczy.
Co sprawiło, że jesteśmy tak różni i tak trudno jest się nam porozumieć? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie pozwoli lepiej zrozumieć sytuację, w której jesteśmy.
Po pierwsze: biologia.
Kobieta i mężczyzna różnią się biologicznie między sobą. To jest sprawa oczywista.
I mowa tutaj nie tylko o budowie ciała, ale o całości. Inne hormony, inna praca narządów, inna praca mózgu. To wszystko wpływa na różnice, które występują pomiędzy kobietami i mężczyznami. Dochodzi do tego indywidualność, czyli to, jacy jesteśmy my sami. Każdy z nas ma swoją własną osobowość. To oznacza, że na tą samą sprawę będziemy reagować w różny sposób.
Różnice biologiczne sprawiają, że inaczej widzimy świat. Na co innego zwracamy uwagę. Widać je wtedy, gdy jako kobiety gubimy się na prostej drodze lub jako mężczyźni nie widzimy masła, które leży tuż przed nami. Ewolucja spowodowała, że w taki sposób rozwinęły się nasze mózgi. Na co innego każda z płci miała zwracać uwagę i się nawzajem uzupełniać. Siła mięśni, dostrzeganie szczegółów, orientacja w przestrzeni, to dzieło natury.
Po drugie: kultura, społeczeństwo, tradycja.
Biologia w pewien sposób wpłynęła na sposób postrzegania kobiet i mężczyzn. Jednak w dużej mierze to, co ugruntowało te różnice wynika z kultury, tradycji i społeczeństwa, w którym żyjemy.
Opieramy się na obrazie statystycznego mężczyzny i statystycznej kobiety. Zakotwiczyło się to tak mocno w społeczeństwie, że kulturowo ugrzęźliśmy w postrzeganiu tak WSZYSTKICH kobiet i mężczyzn.
Ograniczenia, które niesie ze sobą sztywne postrzeganie roli kobiety i mężczyzny w życiu sprawia, że społeczeństwo narzuca im ściśle określoną rolę. I za tym kroczy oczekiwanie dostosowania się do niej. Ze społeczeństwa przenosi się ten obraz na jednostkę, czyli tytułową kobietę i tytułowego mężczyznę.
Po trzecie: rodzina, przyjaciele, znajomi.
Ostatnim ogniwem, które tutaj omówię, to nasi najbliżsi. Pełnią bardzo ważną rolę, ponieważ to w najwcześniejszych latach naszego dzieciństwa tworzą się emocje oraz pierwsze reakcje na nie, które będą nam towarzyszyć już całe życie. Nasze wyuczone reakcje składają się na naszą tożsamość, na to, jak przyjmujemy emocje i jak sobie z nimi radzimy. Co o sobie myślimy. Zdanie na swój temat budujemy od narodzenia, i potem ten swój obraz pokazujemy światu.
I teraz przychodzi moment, że chcemy zrozumieć tą drugą osobę.
Jeżeli przeanalizujesz wszystkie te trzy czynniki, o których wspomniałam wcześniej, to istnieje prawdopodobieństwo, że zrozumiesz swoją drugą połówkę.
Ale zastanów się. Czy pogoń za zrozumieniem jest potrzebna? Przecież nie potrzebujesz zrozumienia żeby się w kimś zakochać. Nie potrzebujesz go też, gdy znajdujesz swoją „bratnią duszę”, z którą można „konie kraść”. I na pewno nie jest Ci ono potrzebne, gdy siedzicie razem w milczeniu i dobrze Wam z tym.
To, co jest wtedy ważniejsze od zrozumienia, to akceptacja drugiej osoby taką, jaką jest. Z tymi cechami, które Ci się bardzo podobają, ale również z tymi, które są dla Ciebie dziwne, śmieszne, urocze, czy z tymi, które Cię denerwują. To z tymi wszystkimi cechami i takim a nie innym charakterem tej osoby czujesz się komfortowo.
Drugi człowiek to nie puste pudełko, które tylko czeka aż mu powiesz co i jak ma robić. To diament, który masz w zasięgu ręki. Możesz go poddać obróbce i otrzymać brylant. Ale…czy to dalej będzie ta sama osoba? Czy dalej będziesz czuć komfort przebywając w jej towarzystwie? Człowiek to nie rzecz, która po obróbce staje się idealna. Człowiek to istota pełna emocji, marzeń, planów, ambicji. Jedne mogą Ci się podobać, inne nie. Ale tacy właśnie jesteśmy.
Jedyne co warto rozumieć, to fakt, że bardzo różnimy się między sobą. I ta różnorodność wpływa na inne postrzeganie świata, inny sposób przeżywania emocji i okazywania uczuć.
A poprzez pryzmat stereotypów, którymi jesteśmy wprost przesiąknięci, przestajemy postrzegać drugiego człowieka jako samodzielną, autonomiczną jednostkę, obdarzoną swoją własną osobowością i sposobem postrzegania świata.
Czy na pewno musisz to rozumieć? A może warto wyjść poza utarty schemat i odważyć się zaakceptować drugiego człowieka takim, jakim jest? Będziesz mieć wtedy wybór z kim chcesz, a z kim nie chcesz przebywać. Bo nie będziesz myśleć o nadchodzącej obróbce. Sam/-a również nie będziesz jej poddawany/-a. Będziesz się cieszyć, że spotkałaś/-eś diament na swojej drodze.
A jeżeli jesteś kobietą i chcesz zacząć pracować nad własnymi emocjami, aby uczynić swoje życie bardziej satysfakcjonującym, to już teraz skorzystaj z kursu dla kobiet „Polub się!” (dostępnym na stronie www.polubsie.pl).
Zasada jedwabiu.
Emocja jest jak jedwab. Chociaż wydaje się delikatna, potrafi zadziwić swą siłą.
Co łączy jedwab i emocje?
Czy wiesz, że…
Jedwab świetnie absorbuje wodę. Potrafi jej wchłonąć nawet 30% swojej wagi, a nadal będzie sprawiał wrażenie suchego. Należy on też do najbardziej wytrzymałych tkanin. Jego nitki rozciągają się aż o około 20%.
A teraz pomyśl o swoich emocjach. Czyż nie są tak delikatne i tak chłonne i silne jak jedwab?
Ile razy zdarzyło Ci się być w sytuacji, w której myślałaś/-eś, że już dłużej nie wytrzymasz, że masz dość, że się poddajesz? A ile razy faktycznie to zrobiłaś/-eś? Z jednej strony za chwilę masz się potargać, ale jednak wytrzymujesz.
Pamiętaj jednak, że chociaż nić ma możliwość rozciągnięcia się o 20%, to i ona ma swój kres, za którym się przerwie.
Podobnie jest z emocjami. Możemy wiele znieść, ale przychodzi taki moment, że pękamy. I moment ten dla każdej/każdego z nas jest inny. Zgodnie z naszą osobowością, wychowaniem, środowiskiem, w którym dorastaliśmy kształtuje się nasza wytrzymałość. To, co myślisz o sobie to jest podstawa, na której budujesz swój świat. Im słabsza wiara w siebie, tym łatwiej ten świat będzie można zburzyć. Im mocniej się ugruntujesz w swojej wiedzy o sobie, tym trudniej będzie Cię zniszczyć.
Założenie jest proste, ale czy łatwe? Na pewno nie. Ale jak już zapewne zauważyłaś/-eś, tutaj nie podaję rozwiązań, szybkich i magicznie skutecznych. Tutaj pokazuję Ci rzeczywistość, w której przebywasz. Rzeczywistość, która wymaga od Ciebie wysiłku, gdy chcesz zdobyć coś na czym Ci zależy. Ja wiem, że fajnie się ogląda efekt końcowy. Złoty medal, posadę dyrektora, sukces własnej firmy. Dzisiejszy świat łudzi nas omamami szybkiego i łatwego sukcesu. To może budzić potrzebę posiadania więcej niż masz. Jednak gdy przychodzi do pracy nad realizacją tych celów, okazuje się, że trzeba się nieźle napracować, aby to zdobyć. Wtedy łatwo o zniechęcenie.
Dlatego warto już na starcie wiedzieć, że za każdym sukcesem i każdą porażką stoi pasmo naszych decyzji i wyborów. To nieraz ciężka praca, nie zawsze zakończona zgodnie z naszymi marzeniami. Bo życie nie jest słodkie, i nikt nam nie rzuca płatków róż pod stopy. Ale są i takie chwile. I warto je celebrować. Ale czy to robisz? Czy raczej odrzucasz bo za mało, za krótko, za łatwo?
A emocje i uczucia szaleją. Gdyż, jeżeli nie potrafisz postawić kropki, to cały czas będziesz w biegu i ciągłej potrzebie. Rozciągasz je do granic wytrzymałości. A nie wiesz jaka to wytrzymałość. Niejednokrotnie wydaje Ci się, że jeszcze dasz radę, a tu trach. Niekiedy masz już dość, a jednak masz w sobie jeszcze siłę by walczyć dalej.
Można by to porównać do sieci pająka.
Bo czy wiesz, że…
Sieć pająka – jest niemal tak wytrzymała na rozciąganie jak stal, jest mocniejsza od kuloodpornego kevlaru.
A emocje i uczucia są właśnie takim materiałem. Bardzo często można je zniszczyć machnięciem ręki, spojrzeniem czy słowem. Ale jednak równie często jesteśmy nietykalni – jakby za stalową liną zabezpieczoną kevlarem. Wystarczy się rozejrzeć wokół siebie. Dostrzec ile ludzie są w stanie znieść. Po jakich tragediach potrafią się podnieść i odbudować swoje życie.
Takim materiałem dysponujesz. Pytanie, czy potrafisz z niego skorzystać? Na ile się starasz, aby z tej cienkiej nici stworzyć stalową linę? Ile pracy włożyłaś/-eś w to, aby być bezpieczną/-ym za ochroną z kevlaru?
Nic z tego samo do Ciebie nie przyjdzie. Uciekanie od siebie nie wzmocni Twoich emocji. Nie pomoże na drodze do polubienia siebie. Często boimy się własnych słabości i przed nimi uciekamy A gdyby tak przestać? Gdyby zgodzić się, że w pewnych aspektach nie domagamy, jesteśmy ułomni? Co by się stało?
Czy jest to wystawienie się na strzał? Zapewne tak. Ale czy udawanie, że tego w Tobie nie ma, takim wystawieniem się nie jest? Wtedy tym bardziej jesteś bezbronna/-y.
Zastanów się. Kiedy stajesz się silniejsza/-y? Wtedy, gdy zaprzeczasz swoim słabościom? Ignorujesz je, ukrywasz? Co się dzieje, gdy są wyciągane na światło dzienne? Kulisz się w sobie, wstydzisz, uciekasz.
A co się dzieje, gdy je akceptujesz? Masz wtedy możliwość pracy nad nimi, próbowania nowych rozwiązań. To też czas kiedy upadasz, ranisz się, podnosisz. To czas, kiedy mówisz, że masz dość. Ale jednak ta chęć zmiany powoduje, że jednak znowu wstajesz.
Akceptacja swoich wad to duża odwaga. Szczególnie w dzisiejszym świecie, który wymaga doskonałości. Przyznanie, że takim się nie jest, to odwaga.
I gdy zaczniesz, to potem podążasz już tą ścieżką. Gdy uświadomisz sobie jaką fajną jesteś osobą, to już trudno zejść z tej drogi.
Oczywiście cały czas pamiętaj, że Twoja droga to „droga pijaka”, dlatego też postrzeganie siebie jako osoby odważnej, to również wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. To rozwijanie w sobie empatii, stanowczości i konsekwencji. Te cechy są niezbędne w każdej jego dziedzinie.
Ta odpowiedzialność to umiejętne używanie swojej siły i delikatności. Zarówno siła jak i delikatność są potrzebne w naszym życiu. Wszystko sprowadza się do tego, aby umieć ich używać w odpowiednich momentach i do tego z wyczuciem.
A nie dowiesz się tego, jak ich używać z korzyścią dla siebie jeżeli nie będziesz znać siebie. Wiedza to kim jesteś jest nieodzowna w tym, aby móc na swoich zasadach uczestniczyć w życiu. To świadomość kiedy jesteś krzywdzona/-y, a kiedy sam/-a to robisz. To umiejętność wyboru, tego, co dla ciebie dobre, tak, aby przyniosło również korzyści Twojemu otoczeniu.
Znajomość swojej siły pomaga przetrwać w trudnych momentach swojego życia. Wszyscy takie mamy. Gdy wiesz co jest Twoją mocną stroną, jakie cechy pomagają Ci podnosić się każdego dnia z łóżka, jest łatwiej. Wiesz, że masz w sobie potrzebne zasoby, aby móc walczyć z przeciwnościami losu. Wsparcie od bliskich jest dodatkiem, swego rodzaju podrasowaniem Twojej mocy.
Z kolei świadomość tego, jak delikatna/-y jesteś to również ogromna pomoc. Delikatność można rozumieć jako słabość, ale również jako takie punkty Twojego charakteru, które sprawdzają się w wielu sytuacjach w życiu. Nie zawsze użycie siły jest stosowne i pomocne. Docenienie tego, co delikatne w Tobie pozwoli Ci jej użyć w momentach, które będą odpowiednie. W ten sposób swoją delikatność możesz pokazać jako siłę. Bo czyż taka nie jest? Jak jedwab i nić pająka.
Wypieranie się swojej delikatności to jednoczesne wypieranie się siebie. Zakłamując siebie nie będziesz w stanie w zgodzie z sobą przeżyć życia. Będziesz wydmuszką, która tylko udaje. Czy to da Ci szczęście? Satysfakcję? Spokój?
Dlatego należy rozróżnić słabość od delikatności. Słabość to coś, co prowadzi tylko do dalszej degeneracji, do strachu, nieufności, nie pozwala się rozwijać, dać sobie szansy, nadziei. Z kolei delikatność to sposób na przeżywanie różnych emocji, to wybór, na który się decydujesz.
To możliwość pracy nad sobą do tego, aby się stać się taką wersją siebie, która będzie dla Ciebie najbardziej komfortową i zgodną z emocjami, które w sobie nosisz.
A jeżeli jesteś kobietą i chcesz zacząć pracować nad własnymi emocjami, aby uczynić swoje życie bardziej satysfakcjonującym, to już teraz skorzystaj z kursu dla kobiet „Polub się!” (dostępnym na stronie www.polubsie.pl).
Zasada słońca.
Emocja jest jak słońce. Jeżeli jej pozwolisz pochłonie Cię w całości.
Myślenie o emocjach jak o narzędziach może w znacznym stopniu uprościć sprawę ich opisania. Ale chyba zdajemy sobie sprawę, że emocja to nie tylko młotek. Za nią czają się wielkie siły, o których nie można milczeć. Ponieważ, aby móc sprawnie posługiwać się narzędziem, którym dysponujesz, należy znać jego możliwości.
A to jak wyrażamy emocje w dużej mierze zależy od danej osoby. Od tego czego się nauczyła. Część z nas wstydzi się okazywać emocje. Inni nie mają problemów, aby w pełni je eksponować. Jednak bez względu na to, którą z tych osób jesteś, warto znać moc, która się kryje za każdą z nich.
Dzisiaj spojrzymy na emocję jako na żywioł natury.
Wydaje Ci się to dziwne? To raz jeszcze odwołuję się do Twoich doświadczeń, które masz, a są związane z „wybuchem” emocji. I nie jest ważne jaka to jest emocja. Ważne co i jak robisz, gdy jesteś pod jej wpływem. Wybuch radości czy złości, niekiedy nawet wściekłości sprawia, że robimy lub mówimy rzeczy, których byśmy nie zrobili gdyby nie ona. Ile razy potem tego żałujemy? Chcielibyśmy cofnąć czas i postąpić inaczej. Ile razy po uspokojeniu mówiłaś/-eś „teraz to bym postąpił/-a inaczej”, „powiedziałabym/powiedziałbym to inaczej” albo w ogóle bym milczał/-a.
Nie doceniamy tych żywiołów, które w nas drzemią. Efektem jest ranienie siebie i/lub bliskich. Gdy opanowują nas wielkie emocje działamy na automacie natury. Podobnie jak tsunami czy lawa, możemy wtedy zmieść z powierzchni ziemi wszystko co się na niej znajduje. Gdy przychodzi spokój, pozostaje się nam już tylko rozglądać po pustce wokół nas.
Jeżeli wtedy nie jesteśmy w stanie wyciągnąć wniosków, z tego co nas spotkało, to pewnie do końca będziemy działać na automacie, bez szansy na jakąkolwiek zmianę w swoim życiu.
Dlatego, jeżeli chociaż trochę Ci zależy na uzyskaniu panowania nad własnymi emocjami to czas przyznać, że drzemią w Tobie wielkie moce i zacząć nad nimi pracować.
Jako ludzkość mamy bardzo nikłe możliwości zapanowania nad żywiołami przyrody. Czy to tsunami, wybuch wulkanu – nie jesteśmy w stanie tego powstrzymać. Możemy co najwyżej przewidzieć nadciągającą katastrofę, i niewiele ponad to. A już nie mamy żadnej możliwości zapanowania, niekiedy przewidzenia tego, co się dzieje w kosmosie. Wybuchy na słońcu, czarna dziura w pobliżu ziemi czy meteor – spada to na nas dosłownie, jak grom z jasnego nieba.
I właśnie tak też wielu z nas odczuwa te ogromne pokłady emocji, które nosi w sobie. Szczególnie jest to dotkliwe, gdy jesteśmy nauczeni lub zmuszeni ukrywać je na co dzień. Nie nawykli do radzenia sobie z emocjami w zwykłym natężeniu, ogrom, który się w nas rodzi i szuka upustu, całkowicie pozostaje poza naszą kontrolą. Działamy wtedy jak roboty, czyniąc to, czego od nas oczekuje natura.
Dlatego teraz zadaj sobie pytanie, co chcesz osiągnąć pozwalając przejmować nad sobą władzę emocjom, które mogłabyś/mógłbyś opanować przy odrobinie dobrej woli? Ponieważ o ile wybuch radości może zostać odebrany pozytywnie, o tyle wybuchy złości czy wściekłości, lub nawet nienawiści, spowodują tylko kataklizm w Twoim życiu.
Umiejętność panowania nad wyrażaniem emocji jest bardzo ważną cechą. To w dużej mierze podstawa funkcjonowania społeczeństwa.
Bez względu na to, jakie emocje Tobą targają i domagają się uwolnienia warto pomyśleć o sobie i bliskich oraz otoczeniu. Nasze zachowania przekładają się na to jak nas odbierają inne osoby. Pamiętajmy, że każdy z nas nosi w sobie swoją historię, swoje porównania, doświadczenia. Świat, który ja widzę jest inny niż ten, który widzisz Ty. Należy mieć to zawsze na uwadze, szczególnie wtedy, gdy spotykamy się z odmiennym zdaniem od naszego. Bardzo często wtedy odbieramy słowa innych bardzo osobiście. Nierzadko jako personalny atak na naszą osobę. A faktycznie jest to tylko wyrażenie swojego zdania.
Jednak zaślepieni przez brak wiary w siebie, skrywaną niepewność czy kompleksy, nie potrafimy skupić się tylko na słowach. Doszukujemy się drugiego dna. Na zwykłe słowa nakładamy nasze doświadczenia.
I nie jest to dziwne. Nasze życie pełne jest tego typu przypadków. Słowa, zachowania czy działania, które miały miejsce na przestrzeni naszego życia, przyczyniły się do zbudowania w naszych głowach konkretnego obrazu świata. Ten obraz z kolei wywołuje w nas określone emocje. Niejednokrotnie je skrywamy, gdy okazuje się, że „nie pasują” do środowiska, w którym przebywamy. Jeżeli myślimy, czujemy lub zachowujemy się odmiennie niż większość osób z naszego otoczenia, jesteśmy stygmatyzowani jako „inni”. A niestety bardzo często „inność” postrzega się jako coś gorszego, nieraz złego. A przecież nie chcemy być gorsi lub źli. Dlatego usiłujemy się dostosować do otaczającego nas świata. Nawet jeżeli oznacza to, że nasze uczucia zostaną w nas pogrzebane.
I tak sobie żyjemy z dnia na dzień. Szczęśliwi, że zostaliśmy zaakceptowani przez naszą społeczność. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie moce stworzyliśmy. A zakopane głęboko w nas emocje nie nikną. To jest tak, jak zamiatanie śmieci pod dywan. Znikają tylko z naszych oczu, ale nie z mieszkania. Z czasem pod dywanem zaczyna robić się górka, o którą łatwo się potknąć i roztrzaskać sobie twarz o podłogę.
Podobnie jest z emocjami. Te pogrzebane uczucia, nie mają ujścia. Jeżeli czujemy się z jakiegoś powodu nieszczęśliwi, a odebraliśmy sobie możliwość mówienia o tym, to im dłużej te emocje w nas będą, w tym większą siłę będą rosły. A gdy wybuchną…
No właśnie, co wtedy?
Na tym etapie warto wiedzieć, że emocje potrafią oślepić mocniej niż niejedna latarka.
A co robisz gdy ktoś oślepi Cię światłem? Zazwyczaj mrużysz oczy, zatrzymujesz się, starasz się ominąć snop światła? Prawda?
A co robisz gdy oślepią Cię emocje? Działasz…czyż nie jest tak? Ile razy w złości powiedziałaś/-eś bliskim, że ich nienawidzisz? A ile razy w imię miłości dałaś/-eś się traktować źle, nie dbając o siebie? Ile razy z powodu wielkiej radości obiecałaś/-eś coś, czego potem nie chciałaś/-eś lub nie mogłaś/-eś spełnić? To są właśnie te momenty oślepienia.
A im dłużej emocja siedzi zakopana w nas samych, tym większą ma moc. Im wcześniej ją wypowiesz, tym mniej szkód uczyni.
Odnosi się to zarówno do tych emocji, które lubimy, jak radość czy miłość, jak i do tych, których nie lubimy, jak złość, zazdrość czy nienawiść. Gdy lubimy pomagać innym, inne osoby oraz my sami, odbieramy siebie jako kogoś dobrego. Jesteśmy zadowoleni, dajemy z siebie jeszcze więcej, aby utwierdzić ten obraz samych siebie w oczach własnych oraz innych ludzi. A jednak, czy zastanowiłaś/-eś się co się stanie, gdy posuniesz się za daleko? Co się stanie gdy poświęcisz dla innych własną rodzinę i siebie?
Należy pamiętać, że umiejętność panowania nad naszymi zachowaniami jest niezwykle istotna. Jeżeli damy się pochłonąć emocjom bez reszty, to spotka nas rozczarowanie. Gdy będziemy pomagać innym, odejmując sobie lub swojej rodzinie od ust, możemy usłyszeć przykre słowa. Ktoś może mieć do nas żal, że wolimy dbać bardziej o obcych niż o własną rodzinę. Spalimy się w słońcu dobroci.
Gdy zaleje nas nienawiść, stworzy ona w naszej duszy czarną pustkę, która z czasem się rozrośnie do wielkiej czarnej dziury, w której zostaną zmiażdżone wszelkie nasze plany czy marzenia.
Umiejętność dbania o siebie jest również ważna jak o innych. Gdy nie potrafisz zadbać o siebie, nikt inny też tego nie zrobi. I nawet nie dlatego, że nie chce. Ale dlatego, że nikt poza Tobą nie wie, jak tego dokonać. Tylko Ty wiesz co jest dla Ciebie dobre, czego potrzebujesz. I tylko Ty jesteś w stanie to sobie dostarczyć.
A jeżeli jesteś kobietą i chcesz zacząć pracować nad własnymi emocjami, aby uczynić swoje życie bardziej satysfakcjonującym, to już teraz skorzystaj z kursu dla kobiet „Polub się!” (dostępnym na stronie www.polubsie.pl).
Zasada młotka:
Emocja jest jak młotek. Działa tylko wtedy kiedy jej użyjesz.
Młotek i emocje istnieją, powstały kiedyś. Ale samo ich istnienie nie oznacza ich użycia, ani tego, jak zostaną użyte. Do tego jest potrzebne coś więcej niż samo istnienie.
Ponieważ bez względu na to, czy czujesz radość czy strach, same emocje nic nie czynią. Są. To, co z nimi uczynisz zależy już tylko i wyłącznie od Ciebie. Od Twojej woli, umiejętności, chęci nauki, czy też braku zainteresowania.
Emocja jako narzędzie. Człowiek, jako skrzynka z tymi narzędziami.
Tak dzisiaj spojrzymy na temat emocji i uczuć.
Na początku warto przypomnieć, że nasze emocje kształtują się przez całe życie. Poczynając od jego najwcześniejszych momentów, aż po dorosłą część. Moment pojawienia się emocji, jest powiązany ze skojarzeniem, w którym ta się narodziła. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co wpływa na jej rozwój. Jest to zdarzenie/słowo z przeszłości, które wywarło na nas duży wpływ. W każdej chwili może nas zaskoczyć niczym królik wyciągnięty z kapelusza magika. To tak, jakby na początku życia otrzymać skrzynkę z narzędziami, do której już zostały włożone różne narzędzia. W trakcie życia kolejne wkładasz już sam/-a.
A teraz pomyśl. Jak dobrze siebie znasz? Czy doskonale wiesz jakie zdarzenia wpłynęły na rozwój każdej emocji, która się w Tobie pojawia? Zapewne nie. Zatem pojawianie się ich, w dużej mierze, będzie przypominać wyciąganie przypadkowych narzędzi ze skrzynki, chcąc dokonać np. konkretnej naprawy.
Zamiast naprawić możesz zniszczyć. Jeżeli swoje działania zostawisz przypadkowi, istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak się stanie.
Jak temu zapobiec? Im lepiej będziesz znać siebie (czyli swoją skrzynkę z narzędziami), tym lepiej będziesz sobie radzić z decyzjami, z których narzędzi i jak skorzystać.
Aby móc sprawnie obsługiwać skrzynkę, należy pamiętać o 3 ważnych aspektach.
1. Co masz w skrzynce?
Czy znasz wszystkie swoje narzędzia ze skrzynki? Potrafisz nazwać każdą emocję, która się w Tobie pojawia? Potrafisz nad nią panować? Potrafisz swoje zachowanie z niej wynikające dostosować do okoliczności? To etap, na którym dokonujesz spisu, aby wiedzieć czym dysponujesz. Być może zauważysz braki. Każda taka informacja jest przydatna na dalszej drodze.
2. Do czego służą te narzędzia?
Z narzędziami jest tak, że jak raz się dowiesz do czego służy młotek, do tego będziesz go potem używać. Ale czy na pewno? Młotkiem możesz coś zniszczyć, ale również i coś zbudować. Warto znać szeroki zakres zastosowania. Podobnie jest z emocjami. Weźmy na przykład taką miłość. Kojarzy się ze szczęściem, uśmiechem, radością. Ale możemy też łatwo spowodować, że przyniesie prześladowanie i unieszczęśliwienie siebie lub innej osoby. Wszystko zależy od tego, jak jej użyjesz. Wiedza o tym, czym jest dane narzędzie i czemu służy pomaga stosować je w sposób, który dla Ciebie i Twoich bliskich będzie bezpieczny i korzystny.
3. Umiejętność obsługi.
To, że znasz swoje narzędzia, nie oznacza, że potrafisz ich używać. Aby móc sprawnie posługiwać się młotkiem czy piłą, na początek należy się tego nauczyć. Nieraz się przy tym zranisz. Zrobisz coś nie tak. Naciśniesz za mocno lub za słabo. Przetniesz na pół zamiast tylko delikatnie naciąć. Tak samo jest z emocjami. Jedno to wiedza, że w danej chwili odczuwam radość lub złość. To uczucia dotyczące konkretnej sytuacji/słowa. Ale co innego umieć ich użyć. Podobnie jak w przypadku młotka, wszystko zależy od sytuacji, w której się znajdujesz. Gdy masz młotkiem wbić gwózdek do deseczki, użyjesz innej siły niż wtedy, gdy wbijasz gwóźdź do ściany. Siła jest tu zróżnicowana w zależności od okoliczności. Ekspresję emocji również warto dostosować do sytuacji, w której się znajdujesz.
Jak wspomniałam na początku, do użycia młotka potrzebna jest ręka. Z kolei do użycia emocji potrzebne jest zachowanie. To ono jest naszą ręką. Wraz ze stojącą za nią intencją.
To do czego i jak chcemy użyć naszych emocji czy uczuć, spowoduje konkretny rezultat. Ale pamiętaj, że brak kompetencji w zakresie posługiwania się nimi, może spowodować rany, które zadamy sobie sami lub które komuś zadamy.
Dużym hamulcem, który powoduje, że nie doceniamy emocji/uczuć, jest fakt, iż często uważamy, że ich nie widać, nie słychać. W końcu gdy się uderzę młotkiem w palec to czuję ból. Gdy się na coś godzę, to tego bólu fizycznego nie czuję. Nie leje się krew. Tylko w środku mam mętlik w głowie, czuję się niekomfortowo. A jeszcze inni mi mówią, że mi się wydaje.
NIE!!!
Nie wydaje Ci się. Każde postępowanie wbrew sobie, swoim zasadom czy wartościom, to właśnie uderzenie się młotkiem w palec. Im częściej tak się dzieje, tym bardziej przypomina to coraz mocniejsze uderzanie się młotkiem. To nic, że na zewnątrz nie leje się krew. To, że jej nie widzisz, nie oznacza, że ten ból wewnętrzny nie istnieje. Naucz się cenić to, co czujesz. Szanuj swoje uczucia. Tylko w ten sposób będziesz w stanie zatrzymać młotek. Twoje odczucia są tym fizycznym bólem, który odczuwasz, gdy coś rani Twoje ciało. Twoje uczucia są wyrazem bólu, który rani Twoją duszę.
Smutne jest to, że w trakcie naszego życia nie jesteśmy uczeni emocji i uczuć oraz tego, jak sobie z nimi radzić. W jaki efektywny sposób je wyrażać. O ile jesteśmy uczeni posługiwania się narzędziami, o tyle umiejętność posługiwania się emocjami została całkowicie zaniedbana.
Jakże często nie mamy pojęcia jakie emocje w nas właśnie się odzywają. Nie potrafimy ich nazwać.
Jakże często ranimy innych lub sami dajemy się ranić goniąc za zemstą lub miłością, chociaż to pierwsze rani również nas, a to drugie na pewno miłością nie jest.
Brak znajomości narzędzi w skrzynce sprawia, że mylimy je ze sobą. I za pomocą wiertarki chcemy umieścić gwóźdź w ścianie.
Możesz nie wiedzieć jak wygląda gwóźdź. Ale łatwo możesz zajrzeć do skrzynki z narzędziami i spytać kogoś, aby Ci go pokazał i wyjaśnił z jakiego powodu używanie wiertarki nie jest wskazane. Być może ktoś Cię wyśmieje, że się na takich rzeczach nie znasz, ale ostatecznie poznasz różnicę pomiędzy gwoździem a śrubką.
Jednak nic takiego nie ma miejsca gdy mówimy o emocjach. Najczęściej o nich nie wspominamy. Emocje tylko wyrażamy w sposób, który nierzadko potrafi skrzywdzić. Lub ich nie wyrażamy bojąc się opinii innych, przez co krzywdzimy też siebie.
A przecież radość, smutek, żal, strach czy złość pojawiają się w nas na skutek naszych przeżyć. Nie są ani dobre, ani złe. Są śladem tego, co przeżyliśmy do tej pory. Nie należy ich unikać. A już na pewno nie należy ich oceniać. Emocje nie podlegają ocenie. Ich natężenie czy siła są spowodowane naszym wychowaniem, doświadczeniami w życiu, ale również tym, jaką mamy osobowość. Wiele z tych rzeczy nie zależy od nas. To jakie emocje się w nas pojawią i z jaką siłą, często pozostaje poza naszą kontrolą. To, co chcesz z nimi zrobić zależy jednak już tylko od Ciebie. Bo to Ty decydujesz czy chcesz budować świat wokół siebie czy go niszczyć.
Od Ciebie zależy do jakich celów użyjesz młotka.
A jeżeli jesteś kobietą i chcesz zacząć pracować nad własnymi emocjami, aby uczynić swoje życie bardziej satysfakcjonującym, to już teraz skorzystaj z kursu dla kobiet „Polub się!” (dostępnym na stronie www.polubsie.pl).
Przesadzasz!
To słowo można zaliczyć do takich, które opisują kobietę. Wiele razy w moim życiu je usłyszałam. I w praktyce, zawsze było zbędne. Wprowadzało we mnie tylko zamęt, wzmagało niepewność, odejmowało wiarę w siebie.
Jak się nad tym zastanawiam, to owo słowo jest słowem osądzającym. Słowem, które mówi „nie znasz się, źle myślisz, źle czujesz, nie masz racji”. A przecież każda z nas jest inna, każdy człowiek jest inny. Różnimy się pod wieloma względami: oceny sytuacji, reakcji na taką samą sytuację, odczuwanych emocji. Wszystko co czujemy, myślimy jest bardzo subiektywne. Tylko pewne wzorce, które zostały wprowadzone, mówią co jest dobre, a co złe. Ale przecież wzorce te zostały stworzone przez ludzi. A ludzie się mylą, myślą różnie, zmieniają zdanie. Trwanie we wzorcach ustalonych w przeszłości, to tylko cofanie się.
Poczucie bezpieczeństwa:
Tu przesadzam ze wszystkim. Za ciemno, za mało latarni, za wysokie krzaki, ciemna klatka, obcy facet pod windą. Wiele razy słyszałam, że przesadzam z tym strachem. Latarni jest dość. Krzaki są fajne. A co ci może zrobić facet przez te kilka pięter w windzie?
Brak zrozumienia, wahanie, i coraz większy strach. Bo zdałam sobie sprawę, że tego typu komentarze, czy nawet myśli, prowadzą do zgody na wykorzystanie okoliczności. Ostatecznie, i tak, ja będę wszystkiemu winna.
Ofiara:
Wracam w nocy do domu. Przejście na przystanek to szybki marsz, z duszą na ramieniu. Ciągłe rozglądanie się na boki. Na przystanku szybka ocena sytuacji, kto stoi, czy jest jakaś kobieta (wiadomo, w grupie raźniej). Ilu mężczyzn i jakich. W autobusie najlepiej usiąść na pojedynczym siedzeniu. Jak pozajmowane, lepiej stać. Gdy wysiadam rozglądam się, czy nie ma kogoś w pobliżu. Przyjście do domu można świętować otwarciem szampana.
W każdej z tych sytuacji mogło coś się stać. Często tak się dzieje. Liczę na szczęście. Bo wiem, że później, nawet będąc ofiarą, to ja będę winna swojemu nieszczęściu.
Po co szłam tak późno do domu? Po co jechałam autobusem? Jak byłam ubrana? Czy byłam trzeźwa? To najczęstsze pytania dotyczące kobiety, gdy ta zostaje napadnięta. Szuka się winy w niej, nie w tym co skrzywdził.
Niekiedy wystarczy po prostu być. Samo istnienie jest winą.
Jesteśmy winnymi ofiarami.
Społeczeństwo:
Nic nie bierze się znikąd. Takie podejście do kobiet jest wytworem społeczeństwa, w którym żyjemy. Imperatyw kulturowo-społeczny mówi jasno, jak się ma zachowywać kobieta. Każde wyjście poza jasno określone zasady, są karane. Wtedy winna jest ta, która nie dostosowała się do zasad.
A te zasady, szczególnie dla kobiet, to zasady życia w całkowitej zależności. Najczęściej od mężczyzn. Nie jest tak, że oni nie padają ofiarą. Jednak nas, kobiety, jest łatwiej zaatakować, łatwiej skrzywdzić, bardzo często też uniknąć poturbowania czy konsekwencji.
Społeczeństwo i tak wyda wyrok na kobietę. Ponieważ odważyła się wyjść z domu, zrobić karierę, urodzić się. Zawsze znajdzie się wymówka, aby oskarżyć kobietę. Samo oddychanie może być przyczyną napadu. Jesteśmy łatwym celem. Uczy się nas być łatwym celem, już od małego.
Obyczaje:
Sposób wychowania dziewczynek i chłopców może, na pierwszy rzut oka, wydawać się taki sam. Są przedszkola, szkoły. To samo miejsce dla obu płci. Ta sama wiedza. W czym problem?
Różnica jest widoczna w życiu. To w jakich warunkach żyją dziewczynki, będzie wpływało na to, w jaki sposób będę odbierać rzeczywistość. Nawet jeżeli, w domu rodzice partnersko wykonują obowiązki, to dziewczynka wychodząc w świat (przedszkole, szkoła, praca) dowie się, jakie jest jej miejsce w życiu. Każde zachowanie, nie mieszczące się w ramach, ustalonego wzoru, będzie piętnowane. I chociaż, normy i obyczaje są dużo luźniejsze niż wcześniej, to w dalszym ciągu, oczekuje się od kobiety dostosowania do wzorca, który jest mocno przestarzały, niesprawiedliwy i wrogi kobiecie.
Religia:
Duży wpływ na kształtowanie się społeczeństwa oraz norm w nich obowiązujących ma religia. To, w jaki sposób widzi ona kobietę, tak będzie ona odbierana w społeczeństwie. Nie pomylę się zbytnio, jeżeli stwierdzę, że w trzech głównych, monoteistycznych religiach, kobieta pełni rolę służebną. Nawet jeżeli posiada ona prawa, to porównując je do męskich, są one mocno okrojone. Społeczeństwo oparte na religijnych doktrynach (które w większości są skierowane w stronę mężczyzn), rzadko kiedy uzna kobiece prawa do bycia równą.
Język:
Jednym z bastionów obrony przed kobietami jest język, którym się posługujemy. Tak się składa, że język polski nie ma charakteru neutralnego. Występuje w nim rodzaj żeński i męski (przypadki rodzaju nijakiego są sporadyczne, więc nie mają wpływu na wypowiedź). Przykładowo gdy w języku angielskim (który charakteryzuje się neutralnością) powiemy „friend”, nie wiemy czy mowa o kobiecie czy mężczyźnie. W języku polskim gdy powiem „przyjaciel”, zdecydowana większość słuchaczy pomyśli o mężczyźnie. Ponieważ dla kobiety mamy wyraz „przyjaciółka”. Raczej nie dopuszczone jest stwierdzenie: mój przyjaciel Anna lub moja przyjaciel Anna.
Jednak, gdy mowa o zawodach, które wykonujemy, większość z nich ma tylko nazwy męskie. Oczywiście wynika to z faktu, że do niedawna, kobiety nie mogły w nich pracować (nie dlatego, że czegoś im brakuje fizycznie czy psychicznie, ale dlatego, że zabraniały tego obyczaje/kultura/tradycja). Obecnie toczy się spór o to, czy używać formy żeńskiej czy nie. Język ma to do siebie, że ewoluuje wraz ze społecznością. Nie sposób zabronić językowi się zmieniać. On zmienia się wraz z nami. Język oddaje atmosferę tego, co dzieje się w społeczeństwie. Pojawienie się form żeńskich różnych nazw zawodów (gdy wykonują je kobiety), wskazuje jednoznacznie, że następuje feminizacja środowiska. Kobiety coraz częściej wykonują prace, do niedawna zarezerwowane tylko dla mężczyzn. Słowa takie, jak: lekarka, prawniczka, inżynierka, psycholożka, żołnierka, policjantka torują sobie drogę do codziennego języka.
Wynika to w dużej mierze, nie dlatego, że tak bardzo na to, jako kobiety naciskamy (chociaż też), ale właśnie ze struktury naszego języka. Gdy poprzez słowo wskazujesz rodzaj, trudno oczekiwać, że język (który jest giętki), nie będzie się dostosowywał.
Taki jest mój obraz świata, w którym żyję. Być może ktoś z czytających pomyśli: „przesadzasz”. Dla mnie to słowo obecnie znaczy „kobieta, niezależna, myśląca, działająca, samodzielna”. Już więcej nie dam się osądzać przez ludzi, którzy działają jak automaty, myślą jak automaty, żyją jak automaty.
Być może idę pod prąd, ale przynajmniej wiem, że żyję.
I nie żałuję swoich życiowych wyborów.
Nauka młodego człowieka przebiega w określony sposób – zawsze nastawiona na utożsamianie się z własnym narodem, kulturą, tradycją. I chociaż w dzisiejszych czasach, gdy za pomocą Internetu, możemy poznać inne kultury, wpojony nam wcześniej paradygmat kulturowo-społeczny, mocno w nas tkwi.
Spotkanie paradygmatu z rzeczywistością sprawia, że doznajemy dysonansu poznawczego. Wzorzec kulturowo-społeczny rzadko kiedy idzie z duchem czasu. Często jest oparty na prostych zasadach, wg których społeczeństwo powinno żyć. Mężczyzna zarabia, kobieta dba o dom, opiekuje się dziećmi. Prosty świat, który wszyscy znamy, rzadko obecnie spotykany w rzeczywistości. Życie rządzi się swoimi prawami. Zmiany, które się zaczęły XIX wieku (industrializacja znacząco zmieniła obraz świata i rządzące nim reguły, życia społecznego i domowego), trwają nieprzerwanie do dzisiaj. Kobiety, niejednokrotnie zmuszone sytuacją życiową (czego przykładem może być II wojna światowa, gdy na rynku pracy zabrakło mężczyzn, do pracy musiały pójść kobiety), zaczęły kroczyć ścieżką, nie określoną w dotychczasowym wzorze. W dalszym ciągu tkwi w nas ten prosty obraz świata przedstawiony w paradygmacie. Widać go w sposobie wychowania dziewczynek i chłopców. Bajki, reklamy, wszystko to powtarza utarty wzór – ponieważ jest prosty i łatwy do zrozumienia. Wzorzec ten kultywuje ducha narodu, kulturę i tradycję. Co ciekawe, niewiele chyba osób wie, że jeszcze w latach 60-tych XX wieku, dziewczęcym kolorem był niebieski, a nie, jak obecnie, różowy. Argumenty, które przemawiają za obroną tradycji są w tej chwili już mocno nieaktualne (dla zainteresowanych: kolor niebieski był bardzo długo związany z kolorem płaszcza Matki Boskiej i jako taki, przypisany dziewczynkom; w latach 60-tych XX wieku, do życia wkroczyła telewizja, a z nią różowy kucyk Pony – i to obraz końca jednej tradycji i narodzin kolejnej). Pomimo tych wszystkich zmian, w dalszym ciągu obowiązuje tradycyjny model wychowawczy. Dziewczynki mają być miłe, grzeczne, spokojne, pokorne. Chłopcy mają się wykazywać walecznością, nieustępliwością, i na pewno nie powinni płakać. Tak wychowane dzieci, stykają się w późniejszym życiu z rzeczywistością, która ma inne oczekiwania. Zderzenie dwóch światów, kobiecego i męskiego, bywa bolesne. Trudno się dogadać, trudno się zrozumieć. I większość nie wie z jakiego powodu. Często, za przyczynę takiego stanu rzeczy obwinia się kobiety. Jednak, jeżeli spojrzymy na to, z jaką wiedzą wchodzą młodzi ludzie w dorosłe życie, i czym umysły są karmione w dorosłym życiu, łatwym staje się zrozumienie, wzajemnego niezrozumienia.
Dziewczynki są wychowywane na miłe, dobre, grzeczne, pokorne. Dokarmiane bajkami o księżniczkach, które za bycie miłą mają, niespotykany innym kobietom, przywilej poślubienia księcia i życia w szczęściu długie lata. Filmy romantyczne, wciąż powstające, utwierdzają ten wyidealizowany obraz świata kobiet. Tymczasem, jesteśmy różne, i też w różny sposób reagujemy na te same sytuacje. Ktoś może się poddać treściom wpajanym od dzieciństwa. Inna będzie się buntować. Jeszcze inna, korzystając z dobrodziejstw XXI wieku będzie ewoluować w ciągu życia, całkowicie odkładając w kąt, wpojone jej w dzieciństwie tradycyjne myślenie. W ten sposób, nie otrzymujemy jednej idealnej kobiety, ale wiele, idealnych na wiele różnych sposobów.
Chłopcy są wychowywani na walecznych, twardych, pewnych siebie. Również karmieni bajkami, w których książę ratuje, czekającą cierpliwie, księżniczkę. W miejsce wojen (niestety nie wszędzie) powstały sporty, w których mężczyźni mogą udowodnić swoją sprawność, wytrwałość, waleczność. Tymczasem mężczyźni też są różni. Jedni poddają się wpojonym im regułom, inni buntują. W ten sposób, nie otrzymujemy jednego idealnego mężczyzny, ale wielu, idealnych na wiele różnych sposobów.
A paradygmat kulturowo-społeczny jest wciąż wpisany w podstawy ich myślenia, sposób życia może się zmieniać, nieść ze sobą wiele pytań, wątpliwości, buntu, niewiary w siebie, niepewności. Spotykamy kobietę, inną niż we wzorcu, Spotykamy mężczyznę, innego niż we wzorcu. Brak zrozumienia pomiędzy nimi, jest tylko logicznym następstwem systemu wychowawczego.
Kobieta, która chce być inżynierem, mężczyzna, który chce zostać w domu wychowując dzieci. Nie tak jest ułożony świat w głównym wzorcu. Rzeczywistość bywa odwrotnością paradygmatu, a tym samym wpływa na osąd drugiego człowieka. Ten wpisany nam obraz idealny, sprawia, że wielu zaczyna wątpić w siebie, poddaje się uporczywym próbom zresetowania ich do ustalonego sposobu myślenia. To w wychowaniu należy szukać odpowiedzi na brak zrozumienia pomiędzy kobietami i mężczyznami. Wpisane nam dogmatyczne wzorce myślenia i działania, nijak się mają do naszych charakterów, doświadczeń, przemyśleń. Z tego też wynika brak zgody na inność. Wpisana we wzór, jest niejednokrotnie przyczyną tragedii całych rodzin.
Aby odkryć kim się jest, potrzebna jest wolność od osądów, nacisków czy sterowania. Gdy tylko odgrywamy, ustaloną nam na początku życia rolę, nie będziemy czerpać z życia całej radości, jakie niesie ono ze sobą. Uwikłani w stereotypowy obraz świata, unieszczęśliwiamy nie tylko innych, ale i siebie. Brak porozumienia pomiędzy kobietą i mężczyzną, brak samoświadomości, kryzys tożsamości, to efekt wielowiekowych przekonań. Tylko akceptacja różnorodności jest antidotum na dotychczasowy sposób patrzenia na świat.
Głównym celem funkcjonowania tej firmy jest obudzenie/wzmocnienie świadomości. Bez tej części nas samych, żyjemy tylko częścią naszego życia.
Kiedy postępujesz tak, jak ktoś sobie umyślił i ci wpoił jako normę, a nie zdajesz sobie z tego sprawy, to czy masz władzę nad swoim życiem? Czy jesteś w stanie dokonać wyborów mając na uwadze swoje dobro? Czy jesteś w stanie akceptować różnorodność? Świadomość nie jest czymś czego nas uczą.
Można przez życie przepłynąć nie oglądając się na boki, byle dopłynąć do celu, nie dostrzegając tego co dzieje się wokół. Można również rozejrzeć się, zobaczyć piękno i grozę otaczającego nas świata i w pełni docenić życie, które zostało nam dane. Artykuły, które tutaj będą się pojawiać mają na celu przybliżenie kwestii świadomości oraz jej znaczenia w codziennym życiu.